Tajny plan pijarowca

Filed Under (outdoor) by admin on 21-06-2009

Tagged Under :

O piwku Łomżyńskim chciałem napisać już razy kilka. Nie dlatego iżby było jakimś wybitnym trunkiem – o co to to nie – sikaczem łomżak jest okrutnym i z całego serca kontakt z nim odradzam. Napisać chciałem z powodu (a jakże!) reklamującego je outdooru. Co prawda innego, niż ten dzisiejszy – ale dzisiejszy lepsiejszy – więc o dzisiejszym będzie.
Najsampierw obrazek.

lomza

Niby ałtdoor, jak ałtdoor – typowa piwna nędza, albo średnia krajowa. Kiedy się jednak nad nim chwilkę zastanowić, nie sposób nie zauważyć pewnej logicznej ekwilibrystyki.
Albowiem:
Załóżmy, że statystyczny Warszawiak wie, gdzie leży Łomża. Że w łikend, zamiast do rodzinnego miasteczka pojedzie do tejże Łomży posłuchać Kayah i Chałturnika Olka Klepacza, którzy to artyści grają przy każdej możliwej planerowej masówce. Że zamiast pójść do pobliskich alkoholi świata ruszy się w północno wschodnią dzicz celem posłuchania muzyki i degustacji piwka.
Spełniwszy te założenia dociera nasz miłośnik piwa na miejsce, po czym okazuje się, że wszystko cacy, gra muzyka, ale piwka to się on nie napije.
Dlaczego?
Dlatego że przyjechał samochodem i samochodem musi wrócić!

Ktoś bystrzejszy zauważy, że zawsze można pojechać pociągiem. Można? Na pewno można?  Wchodzimy zatem na pkp.com.pl i sprawdzamy połączenia Warszawa Centralna— Łomża. Dowolne połączenia. Jeśli kogoś zaskoczył wynik wyszukiwania, śpieszę wyjaśnić przyczynę tejże anomalii –  otóż kolej osobowa do Łomży nie dociera.

To może autobusem? Pojechać na festiwal, wypić kilka browarków, posłuchac muzyczkii wrócić. Sprawdźmy na stronie łomżyńskiego PKS-u. Ostatni odjazd do Stolnicy ma miejsce o 19.10.  Jazda zajmuje jakieś trzy godziny, w Warszawie meldujemy się koło 22-giej, szybciutko do domu i jeszcze przed północą odmeldowujemy się ze świadomości. Prosty i zgrabny plan o ile tylko kierowca przewidział jakieś postoje w trasie. Fajerwerków pewnie nie obejrzymy, ale nadrobimy przy dowolnym bogojczyźnianym festynie nad Wisłą.
Najbliższy będzie chyba na matki boskiej zielnej

Sytuacja brzmi cokolwiek absurdalnie, ale w tym szaleństwie jest jednak dość jasno skalkulowana pijarowa metoda. metoda z cyklu  Zróbmy lokalny festyn (“największa plenerowa impreza w Łomży”) i zareklamujmy go  w całej Polsce. Nikt na niego, rzecz jasna, nie przyjedzie – bo nikomu nie będzie się chciało tłuc do mieściny w pół drogi między Augustowem a Warszawą, ale “regionalny sygnał” pójdzie w świadomość, a kto wie, może i jakieś media się nami zainteresują.
Nie wiem, jak cała ta akcja wygląda od strony finansowej (kayah i schaby do najtańszych chałturników nie należą) niemniej sam pomysł, oraz logika ludzi od PR budzi we mnie dwojakie odczucia. Z jednej strony myślę sobie, że to kompletnie od czapy, reklamować w stolnicy festiwal, na który pies z kulawą nogą nie ruszy (choćby właśnie dlatego, że ruszywszy nawet  piwka wypić nie będzie mógł). Z drugiej strony łomżak pozycjonuje się jako regionalne premium  i z wizerunkowego punktu widzenia reklama taka jest jak najbardziej na miejscu.
Z trzeciej zaś, łomżyńskie piwo to szczyny straszliwe.
I żadna reklama tego nie zmieni.

Brzydszy bliźniak Carlsberga

Filed Under (reklama ogólnie) by admin on 26-04-2009

Tagged Under : , ,

Piwo Carslberg ma w moim imprezowym uniwersum pozycję szczególną. Min dlatego, iż były czasy, kiedy wraz  kolegami, w naszym ulubionym lokalu wypijaliśmy cały zapas tegoż piwa, a dzieło zniszczenia regularnie dokumentowaliśmy na cyfrowym celuloidzie. Mogę zatem śmiało powiedzieć, że co, jak co, ale kształ butelki carlsberga znam dobrze; a jak sobie przypomnę niektóre kace, to mam wrażenie, że  nawet zbyt dobrze…

Oglądając w telewizorni najnowsze spoty Okocimia (“Okocim –  z przyjemnością”) miałem  dziwne uczucie deja vu. “Ja skądś znam ten kształt”… I te dżezujące klimaty barowe też jakieś znajome…  No coś mi w tych reklamach nie pasowało…

znasz li ten kształt?

znasz li ten kształt?

Wszystko wyjaśniło się podczas niedzielnego spaceru (nie pytajcie, jakim cudem zawiało mnie pod monopolowy). Nagle pozbyłem się wszelkich niepewności, wszystkie elementy złożyły się w jedną całość. Grawerka na butelce, kształ butelki, leniwy jazz w barowej atmosferze. Powieszone jeden obok drugiego trzy plakaty nie pozostawiły żadnych złudzeń

kliknij aby powiększyć

kliknij aby powiększyć

Wykonany po powrocie do domu riszercz (mediarun i wirtualnemedia) przyniósł kolejne, nomen omen, smaczki tyczace się rzeczonego Carlsberga, wróć! Okocimia.
Otóż okazało się,  że Okocim wprowadza dwa nowe produkty premium –  zwykly pils, oraz Pszeniczne – zaś osobą, która o tejże akcji w mediach opowiada jest… brand manager Carslberga! 
Jakieś pytania?

dwie_butelki

Jak dla mnie sytuacja jest prosta. Pani managier siadła, pomyślała i wyszło jej, co następuje: Produktem premium jest Carlsberg. Marka światowa, rozpoznawana, kapkę snobistyczna. Nie każdego na nią stać, wielu do niej aspiruje. Taki  bardziej imprezowy Pislsner Urquell. Zrobimy więc tak, że butelkę Okocimia zrobimy na wzór  Carlsberga, damy grawerkę, lekkie wgłębienie w połowie wysokości, może trochę mocniejsze, żeby nikt się nie czepiał. Klient swoje zauwazy, skojarzy co ma skojarzyć. Bedzie dobrze.
No i jest dobrze

181_dwie_marki_okocimia_wchodza_na_rynek

Żeby wszystkim podobieństwom do Carlsberga stało się zadość warto jeszcze zwrócić uwagę na zieloną etykietę na brązowej butelce. Pasuje to jak świni siodło? Pewnie, że pasuje! Ale zielony to kolor marki, z którą Okocim chce się kojarzyć. Że niby nie chce? To dlaczego flaszka jest brązowa, a aluminium zielone?  Może dlatego, że brązowa puszka za cholerę nie kojarzyłaby się z Carlsbergiem? Czy może dlatego, że tak wymyśliło studio mające na swoim koncie kilka naprawdę rasowych realizacji? A może dlatego, że “klient tak chciał”?
Tego nie wiemy, wiemy jednak na pewno, że  różny kolor szkła i aluminium w obrębie jednego produktu to rzecz, z punktu widzenia spójności przekazu i identyfikacji wizualnej, po prostu niedorzeczna. 

Moje gratulacje, pani manager.