Zastanawiam się, jak zacząć dzisiejszy wpis, a ponieważ nic mi do głowy nie przychodzi, pominę wstęp i pozwolę sobie od razu przejść do rozwinięcia tematu.
Otóż WKURWIA mnie niemożebnie najnowsza reklama simplusa, w której to grupa nazistowskich marynarzy, wskutek niefartowego telefonu od matki jednego z nich zostaje trafiona torpedą.
Wkurwia mnie tak, jak chyba żadna reklama do tej pory.
Widziałem już różne debilizmy – był Mars delight, były dymające się nutrie, ale tonących faszystów jeszcze w reklamie nie było.
Do niedawna.
Patrzę na tą reklamę i za cholerę nie jestem w stanie zrozumieć, jakimi gołoborzami błąkały się komórki odpowiedzialnego za to człowieka (ludzi?). O czym myślał? Co mu po głowie chodziło? Czy wogóle myślał?
Są to pytania, wbrew pozorom, nie od czapy wzięte – ponieważ nie wyobrażam sobie aby w stanie innym od kompletnego ogłupienia, mogło komukolwiek coś takiego do głowy przyjść. Rozumiem niechęć do Niemców. Rozumiem ukryty przekaz, że “zasięg mamy tak zajebisty, że nawet do U-boota dociera”. Ale za nic, kurwa, nie jestem w stanie zoruzmieć co jest śmiesznego/fajnego/kreatywnego/zachęcacjącego do kupna w trafionejj torpedą łodzi podwodnej.
Że co? Że szwaby na dno idą?
No faktycznie, boki zrywać. Ubaw po pachi…
Nie wiem, komu cała ta koncepcja do głowy przyszła. To nieważne. Dla mnie ludzie, zarówno ci odpowiedzialni za stronę kreatywną, jak i marketingowcy po stronie Klyenta, wystawili sobie tym filmikiem cenzurkę co się zowie. Takiego schujenia mentalnego w polskiej reklamie jeszce nie było i aż boję się pomyśleć, co będzie następne. Choć spróbujmy – był umierający francuski rewolucjonista, są niemieccy marynarze… Wydaje mi się, że do kolejnej odłsłony, jak ulał pasowaliby skatowani więźniowie z Abu Ghraib, czy innego Guantanamo. Albo Gwałcone i patroszone bośniackie kobiety. Albo nie, jeszcze lepiej – niech dzięki simplusowi odnajdą się zagubione esemesy ofiar z Jedenastego września. A co!jJak jechać – to po bandzie!
Smutna prawda jest taka, że reklama się ludziom niestety, ale podoba. Nie wiem, czy wszystkim, niemniej z komentarzy pod jutubowym filmikiem jasno wynika, że simplusowy przekaz, choć prymitywny i prostacki, ludziom się zwyczajnie podoba. Co prawda jutubowe kometarze to żadne komentarze, bo i sam jutub jest mniej więcej tak miarodajny, jak grupa spuszczonych z ojcowskiego postronka gimnazjalistów, niemniej przekaz jest jasny – gówniażerka to łyka.
Nie tylko gówniażerka. Łyknął to także art i kopirajter. Łyknął to head, czy inny dyrektor kreatywny. Klient też łyknął – bo powiedzieli mu, że to takie nawiązanie do klasyki kina (das Boot). Łyknęli wszyscy, jak młode pelikany. I smakowało im. I oblizali się
Tymczasem ja idę zwymiotować.


Czyli konkluzja jedna: nie ruszać klasyki filmu… Może zadziałał mechanizm: “Heja, tak chwalono naszą reklamę o zatroskanej matce z pomysłem zerżniętym z filmu INNI! Idźmy dalej tym tropem, ta o Rewolucji nam wyszła!”
hmh… ale cala serial reklamowek jest oparta na filmach… nie chodzi o plagiat a o porownanie… Zreszta.
Baba dostajaca lomem w lep i koles ktory wyprowa jej flaki jest ok, bo to takie zmuszajace do myslenia.. zajebiscie kreatywne…. ?
Kwestia gustu…
@ reklaman: nie chodzi o to, by nie ruszać klasyki filmu. Chodzi o to, by robić to z głową. W końcu od tego jesteśmy, za przeproszeniem, kreatywni.
Akurat ta z filmem “Inni” była całkiem zgrabna. Ta z rewolucją – już dużo mniej. Brakowało mi w niej jakiejś puenty, jakiegoś podsumowania, wisienki na torcie.
@ dead: patroszona kobita jest “użyta” w brutalny sposób, ponieważ temat, który reklamówka porusza jest drastyczny i bolesny. W tym przypadku użycie “ostrych” środków wyrazu uważam za jak najbardziej uzasadnione. używanie czyjejś śmierci do sprzedaży produktu jest moim zdaniem uzasadnione dużo mniej
Za kompletnie niesmaczny uważam żarcik w stylu “grupa marynarzy aby nie zostać wykrytą siedzi cicho jak trusie, po czym nagły telefon od matki sprawia jednego z nich, że zostają wykryci i idą na dno”. Szkoda, że facet nie beknął, albo nie pierdnął – byłoby jeszcze śmieszniej.
Skoro opieramy reklamówki na filmach, proponuję “grubszą” klasykę wojenną – Listę Schindlera. Widzę to tak:chcący się schronić chłopak wskakuje do sraczyka – a tam pozostali wysyłają sobie głupie fotki ss-manów mms’em. Dźwięk odebranego mms’a zdradza ich kryjówkę. W końcowym ujęciu na drugim planie ss-man flekuje dzieciaka, na pierwszym zaś jego koledzy pokazują sobie fotki z odebranych telefonów. I hasło “Od zajebania darmowych mm’sów”
… a propo pierdzenia…
gosciu puszcza baka w gorach i schodzi lawina na wioske (slychac krzyki ludzi)…
to juz moim zdaniem jest zdecydowanie bardziej poronionym pomyslem.
à propos… francuskiego zapomnialem…. :)
Dead, w pełni się zgadzam:P To dopiero jest “niezła” reklama.
Co do aktualnie omawianej. Podoba mi się fajnie zachowana konwencja. Całość nie była śmieszna. Tak samo jak nie były śmieszne poprzednie reklamy z serii. Ale jak za pierwszym razem obejrzałem reklamę w stylu Westernu, byłem nieźle zaskoczony, że to niby polskie. Na dodatek reklamę widziałem w kinie więc efekt był jeszcze lepszy. Z Das Botem pewnie jest podobnie.
PS.Nie widzę żeby niemcy byli ukazani w złym świetle. Świetnie dobrali aktorów.
Nie cieszył mnie również fakt, że dostali torpedą w dupę. Na pewno ta reklama nie miała być śmieszna. Taka tragi komedia jak coś. To tak jakby ktoś powiedział że dowcip poniżej jest śmieszny. Nie jest. Ale jest niezły :
“Co czuje pedofil gwałcący małe dziecko ?
Odpowiedź: Serduszko.”