Prewizualizacja w produkcji kinowej
Filed Under (reklama video, technologia) by admin on 10-08-2010
Sporo fajnych informacji na temat “jak powstają współczesne filmy” plus kilka rodzynków w stylu “atari-podobnych” prewizualek z matrixa.
Sporo fajnych informacji na temat “jak powstają współczesne filmy” plus kilka rodzynków w stylu “atari-podobnych” prewizualek z matrixa.
Red Giant Software wypuściło nową wersje softu do korekcji koloru.
Prezentacja trwa 20 minut. Jak dla mnie, mogła by trwać drugie tyle
Dystrykt dziewiąty budzi mieszane uczucia. Jednym się podoba, drugim nie. Co ciekawe, nie słyszałem jeszcze o filmie opinii typu “taki sobie, ujdzie”. Oceny są skrajne. Być może to kwestia specyfiki rozmów internetowych, w których to rozmowach panuje moda na zdania krótkie, wyraźne, powierzchowne i nieprzemyślane. Być może jednak kwestia tego że film, jak każde gatunkowe novum budzi mieszane uczucia.
Podoba się, czy nie, film uważam za wybitny przynajmniej z jednego powodu a mianowicie za efekty specjalne. Branżowe porzekadło mówi, że najlepsze efekty to te, których nie widać. Rozpatrywane pod tym kątem letnie blockbustery są o kant dupy potłuc. Niby te wszystkie eksplozje, potwory, roboty i kataklizmy realizowane są z największą wirtuozerią, prawda jest jednak taka, że wyglądają jak efekty i wszyscy wiemy, że to bujda. Statua Wolności może się dezintegrować zgodnie ze wszystkimi prawami chemii fizyki i czegokolwiek tam jeszcze, ale i tak wiemy, że jest to efekt, bo TAKIE RZECZY SIĘ NIE ZDARZAJĄ. Żaden Tom cruise nie zawiśnie na jednym palcu uczepiony centymetrowej grudki skalnej. Żaden superagent nie przeskoczy przez okna pędzącego TGV.
Pewne rzeczy się po prostu nie dzieją. Koniec.
Efekty specjalne w dystrykcie, jakkolwiek w kilku miejscach mogłyby być bardziej realistyczne, wyglądają tak przekonywująco, że zwyczajnie się ich nie zauważa. Duża w tym zasługa paradokumentalnego stylu narracji oraz osadzenia akcji na przedmieściach prawdziwego miasta, z prawdziwym brudem, syfem i przestępczością. Spacerujący po Johannesburgu obcy wygląda tak samo naturalnie, jak skacowany sąsiad w sobotnie przedpołudnie. Idzie po znajomej okolicy, zachowuje się w sposób znajomy i przewidywalny, w tle biega znajomy pies, walają się znajome gazety. Efekty w filmie nie sprowadzają się do generowania najefektowniejszego armageddonu w historii kina. Wręcz przeciwnie. Efekty w dystrykcie dziewiątym służą temu, by obcy wyglądem i zachowaniem bardziej przypominał owego skacowanego sąsiada aniżeli przybysza z kosmosu – i moim zdaniem zadanie to spełniają koncertowo.
Wszystkich tych, którzy nie widzieli a chcieli by zobaczyć, skąd się wzięli obcy na Czarnym Lądzie zapraszam na FXGuide.
Dzieje się dużo i ciekawie.
Imaginary Forces to jedna z tych firm, które poważam i szanuję. W zasadzie wszystko, co robią trafia w mój gust. Terminatora Salvation obejrzałem tylko i wyłącznie dlatego, ponieważ ekipa z IF odpowiedzialna była zarówno za czołówkę/ końcówkę, jak i efekty “robo-wizji” i ciekawy byłem, co też chłopaki (i dziewczyny) tym razem zmajstrowały.
FXguide zamieścił bardzo ciekawy wywiad z ludźmi odpowiedzialnymi właśnie za rzeczone subtitle i efekty. Pomijając treść owego wywiadu, uśmieszek satysfakcji wywołały na mojej twarzy informacje, że tuzy efektów i compositingu pracują na… cinema 4D i After Effects. Nie dlatego, że sam na tym zestawie pracuję. Dobrze wiem, że zwinąwszy majstrowi jego narzędzia nie nabędę tym samym jego umiejętności.
Śmieję się pod nosem na wspomnienie tych wszystkich rozmów i polemik, w których nie raz i nie dwa usłyszałem, że “After to taki amatorski soft do dodawania efektów na chrzciny i komunie”, że “poważne firmy pracują na Mayi albo Softimage; Cinema to taki progrmaik dla studentów”, że “prawdzimi profesjonaliści to tylko flejma i njuka używają. No, czasem jeszcze szejka…”.
Szejk? Faktycznie, dobra rzecz – tylko za słodka jak dla mnie…
Dawno temu przeczytałem, bodaj na forum 3dmax.pl, wypowiedź Tomka Bagińskiego, który jasno napisał, że jeszcze nie trafił w Polsce na kozaka, którego umiejętności uzasadniałyby zakup Flame’a. Taki np Subieta Mateusz, człowiek odpowiedzialny za kilka ładnych obrazków również pracuje na Afterze, co jakoś nie przeszkadza mu w tworzeniu rzeczy efektownych i efekciarskich.
Nie chodzi, rzecz jasna o to, by wyliczać, kto na czym pracuje i co na tym zrobił. Zmierzam do tego, że w gruncie rzeczy nie ważny jest soft. Najważniejsza w tej robocie jest wyobraźnia. Siła tej wyobraźni.
Jeśli imagination ma wystarczającą force, to nawet w photo-paincie można cacuszko z pixeli wystrugać
———————————————
* “seeing red” – angielski idiom oznaczający “wściekać się”.
Skojarzenie z bykiem i czerwoną płachtą jak najbardziej na miejscu
Adobe zawarło umowę z producetami telewizorów, na mocy której to umowy, produkowane modele mają mieć zaimplementowanego flash playera. Po więcej detali odsyłam tutaj, mnie natomiast ciekawi kilka bardziej technicznych kwestii. Np ta – jak zmieni się programowanie nawigacji w takich “telewizyjnych” aplikacjach. Jakie ograniczenia trzeba będzie brać pod uwagę? Jakie będą zasady bezpieczeństwa? Jak dalece posunięte będzie wspomaganie sprzętowe takiego playera?
Obstawiam, że za 3-5 lat normą stanie się surfowanie po sieci przy użyciu telewizora. Nie sądzę, by telewizor miał zastąpić komputer – bo jednak nawigacja przy pomocy myszy jest dużo wygodniejsza (tak sądzę) od nawigacji przy pomocy pilota, niemniej oglądanie trailerów, jutuba, czy wypasionych 3D video sajtów na, powiedzmy 32-calowym ekranie może być całkiem ciekawym doświadczeniem.
Ciekawi mnie też, kiedy powstanie pierwszy “wirus telewizyjny” i co będzie psuł?
Telewizja Trwam na wszystkich kanałach?